Nikogo prócz niej tutaj nie było i nie zapowiadało się na to, by miało się to zmienić w najbliższym czasie. Czerwono-czarna wadera siedziała przy niewielkim strumyku wpatrując się w swoje odbicie. Lekki wietrzyk rozwiewał jej sierść na różne strony. Samotność ją przytłaczała. Była jakby nieobecna. Myślami była gdzieś daleko, zapewne myślała o swojej rodzinie, o tym co się z nią stało i czemu jej nie pamięta. W jej oku pojawiła się łza, którą natychmiast otarła łapą. Spojrzała w niebo, wiatr szybko przesuwał chmury, ćwierkające ptaki przecinały przestworza. Z trudem powstrzymywała łzy.
Z zadumy wyrwał ją szelest liści w niewielkiej odległości od niej. Spojrzała w tamtym kierunku, szybko otarła wilgotne oczy i natychmiast się podniosła ukazując kły. Powoli zbliżyła się do źródła hałasu, a zza krzewu wyskoczył basior. Wadera aż otworzyła szerzej oczy ze zdziwienia.
- Jakikolwiek wilk? Tutaj? - szepnęła prawie bezgłośnie.
- Emm... Cześć...? - odezwał się wilk.
Blood zmierzyła go wzrokiem, po czym natychmiastowo się wyprostowała.
- Witaj. - mruknęła. - Mam na imię Bloodspill.
<Twist?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz